Czy anonimowość w sieci faktycznie jeszcze istnieje?

Duża część internatów doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że w każdej sekundzie korzystania ze swojego komputera oraz internetu jest śledzona i to nie przez jedną czy dwie instytucje bądź firmy, ale przez dziesiątki firm, które skrupulatnie zbierają te wszystkie dane. Kiedyś powszechnie uważano, że internet zapewnia ogromną anonimowość. W początkach istnienia sieci faktycznie tak było. Jedynym śladem zostawianym przez internautów był adres IP, poprzez który dotarcie do konkretnej osoby i tak nie zawsze byłu tak łatwe. Mówiąc o anonimowości mówimy dzisiaj jednak przede wszystkim o tym, że dzięki naszym danym w internecie tak naprawdę obnażamy swoją osobowość, a świadomości tego często nie mamy. Specjaliści z amerykańskich uniwersytetów szykują właśnie kolejną konferencję, na której, jak co roku, chcą pokazać negatywne aspekty gromadzenia danych o użytkownikach internetu, które mogą wkrótce stać się bardzo niebezpieczne.

Wystarczy jeden profil społecznościowy i kilka linków

Po pierwsze ogromna część użytkowników bardzo powszechnie korzysta z portali społecznościowych, całkowicie otwartych na świat. Z dokładnie tych samych portali korzystają zarówno przestępcy, jak i oczywiście różnego rodzaju instytucje marketingowe, sieci handlowe i wiele innych firm związanych z reklamą. Według statystyk, wystarczy zaledwie 30 linków umieszczonych na jakimś portalu społecznościowym, aby w prawie 80%, i to z dużą dokładnością, ustalić nasz profil konsumencki, a więc poznać te cechy osobowości, które mogą kierować nas do zakupu konkretnych produktów bądź też usług. Nie da się ukryć tego, że jest to przerażające. Ciekawostką jest fakt, że największa część wszystkich danych wygenerowanych w ostatnich latach przez internet to nie treści stron internetowych, ale właśnie dane związane z aktywnością samych użytkowników w sieci. Wystarczy jeden wyciek takich danych, aby na przykład przestępcy mogli bez problemu włamać się do tysięcy kont bankowych, skrzynek mailowych i wielu innych prywatnych i cennych dla nas miejsc.

Nie czytamy regulaminów, ale czy to ma sens?

Wiele osób zapewne stwierdzi teraz, że jest to przede wszystkim efekt obojętności ludzi do regulaminów, jakie akceptują. Rejestrując konto na jakiejkolwiek stronie akceptujemy jakiś regulamin i, w większości przypadku, w treści tego regulaminu znajdziemy różne zapisy o zgodzie na śledzenie wysyłanych przez nas informacji. Fakt, mało kto czyta te regulaminy, ale nie ukrywajmy, jeśli mielibyśmy się nie zgadzać z tymi wszystkim regulaminami to w zasadzie moglibyśmy wypowiedzieć umowę internetu u swojego operatora, bo dostęp do niego praktycznie niemiałby sensu.

Mało tego, wystarczy być użytkownikiem najpopularniejszego systemu operacyjnego, a więc Microsoft Windows, aby nieświadomie być śledzonym przez samego producenta systemu i to na wielu polach. Większość aplikacji instalowanych na urządzeniach mobilnych prosi o zgodzę na śledzenie naszych połączeń telefonicznych, wiadomości tekstowych, a nawet uzyskuje dostęp do lokalizacji pokazywanej przez nadajnik GPS, w który wyposażony jest dzisiaj praktycznie każdy, nawet najprostszy telefon.

Organizowana przez uniwersytety z Ameryki konferencja ma przede wszystkim na celu jak najlepsze nagłośnienie tego problemu i jednocześnie nawoływanie do zmiany pewnych zasad panujących w sieci. W internecie nie powinniśmy oczywiście czuć się bezkarni, ale wchodzenie przez instytucje do naszego życia prywatnego jest niesmaczne, nieetyczne, a przy tym wszystkim także generuje mnóstwo zagrożeń na przyszłość.